Róbcie to tylko w domu, czyli jak to jest być snajperem

Za wschodnią granicą trochę strzelają, od paru miesięcy najpopularniejsze portale wątpliwej jakości publikują przerażające artykuły przybliżające przeciętnemu Józefowi K., jak powinien zachować się na wypadek wojny lub  co grozi mu w związku z ewentualną dezercją do Nowej Zelandii, a ja na przekór temu wszystkiemu chciałam podzielić się mym ostatnim odkryciem pewnej gry wojennej, nie najświeższej, lecz też nie emerytowanej, bo z 2012 roku,. Rzadko zdarza mi się zaglądać do gigantycznego pudła wypełnionego tytułami z tego gatunku i większość moich prób zauroczenia się wirtualnymi wyprawami na front kończy się niestety fiaskiem. Przekonują mnie jedynie serie Battlefield i Medal Of Honor. Ostatnio jednak moje serce kupiło Sniper Elite, a konkretnie część V2 oraz zapewne w przyszłości i kolejna, już III: Afrika – jej światowa premiera zapowiadana jest na czerwiec.

Sniper Elite V2 to tylko z pozoru kolejny militarny produkt osadzony w realiach II wojny światowej, który szybko się zestarzeje i zostanie zastąpiony przez nowocześniejszy, bardzo podobny odpowiednik. Wielu uważa produkcję za najlepszą grę,  jaką można było stworzyć dla gracza, pragnącego przywdziać choćby na chwilę mundur i wyruszyć śladem przodków.

Mamy tu do czynienia z interesującym połączeniem widoku z perspektyw pierwszej i trzeciej osoby (FPP z TPP). Ogólnie rzecz biorąc, całość sprowadza się do umiejętnego skradania się i mordowania po cichu; tylko od czasu do czasu spodziewać się możemy zabawy w dynamiczne strzelaniny. Egzekucje rozmaitych Niemców (ponieważ, jak to zwykle bywa w najpopularniejszych grach wojennych, pracujemy dla Amerykanów) wykonujemy z równie rozmaitych miejscówek – w grę wchodzą dachy, zbombardowane budynki, wieże w obozach, etc.  Najlepiej, jeśli strzał wykonamy z możliwie jak największej odległości, jak najciszej i by naszym ofiarom padło za jednym razem jak najwięcej osób. By zagłuszyć huk karabinu, możemy wykorzystywać okoliczne dźwięki, np. alarmy. Ważna jest precyzja, spokój, a nawet bicie serca, ponieważ perfekcyjny strzał to prawdziwa sztuka w patetycznym i jednocześnie odprężającym (rzecz jasna, wyłącznie przed monitorem!) świecie snajperów. Naszym celem jest nie tylko zlikwidowanie danych osobników, lecz zrobienie tego w taki sposób, by otrzymać za to jak najwięcej punktów – przyznana ilość zależy od tego, na ile potajemnie i efektywnie odwalamy naszą brudną robotę.

Twórcy wprowadzili do gry system killcam, pozwalający na śledzenie trajektorii lotu pocisku po oddaniu strzału – wówczas animacja jest spowolniona i kiedy dociera on do ofiary, zostaje ona tak jakby prześwietlona, lecz nie promieniami Roentgena, ponieważ z zachowane zostają kolory kości i wnętrza ciała człowieka. Wówczas obserwujemy dokładnie, gdzie trafiliśmy i jaki typ śmierci tym spowodowaliśmy. Podobno istnieje aż pięćset rodzajów zadanych ran ostatecznych, także to nie lada gratka nie tylko dla wielbicieli militariów, ale i studentów medycyny. Killcam na początku wydaje się być największą zaletą gry, lecz przy coraz to kolejnych misjach może zacząć irytować i niepotrzebnie przedłużać rozgrywkę, zwłaszcza gdy w danym zadaniu coś nie idzie po naszej myśli, a my po raz wtóry musimy podziwiać, jak rozwalamy czaszkę bezimiennemu oficerowi gestapo.

Jednak nie tylko chodzi tu o zabijanie z bajeranckiego karabinu, ponieważ również zastawiamy pułapki lub podkładamy bomby, które później w odpowiednim momencie z impetem wysadzamy w powietrze. Innym interesującym drobiazgiem jest to, że na planszy zawsze białym konturem naszej postaci oznaczone zostaje miejsce, w jakim zostaliśmy dostrzeżeni przez wroga. Ci ostatni zachowują się nad wyraz realistycznie, dlatego nie jest tak łatwo umknąć ich czujnemu oku.

Fabuła to niestety jedynie otoczka, by mordować, choć jak na element odsunięty na dalszy plan wydaje się całkiem ciekawa. Podobnie z muzyką – zrezygnowano z niej na rzecz wspomnianego już wykorzystywania otaczających dźwięków i co by pewnie nie rozpraszać snajperów, nawet jeśli podczas pobytu w rzeczywistości Sniper Elite siedzą sobie z wyciągniętymi nogami w wygodnym fotelu. Pod względem grafiki to dzieło na miarę najnowszych tytułów – modele postaci są z perspektywy najświeższych standardów przyzwoicie skonstruowane i można powiedzieć, że gra dostarcza przyjemnych estetycznie doznań, jeśli lubi ktoś popatrzeć na wojenne pejzaże i tryskającą krew. Graficznie czegoś znacznie lepszego na pewno możemy się spodziewać w trzeciej części, już w czerwcu, więc jeśli nie druga, to już na pewno trzecia zadowoli nawet najbardziej wymagające oko.

Rozgrywka, ze względu na istotność skradania się i celności może przywodzić na myśl serię Hitman, a w szczególności minigrę Hitman: Wyznanie Snajpera. Wielbiciele łysego mordercy powinni spróbować i Sniper Elite. Możliwa jest również zabawa w dwunastoosobowym trybie multiplayer, w którym eliminujemy siebie nawzajem. Gra to z pewnością jedna z najciekawszych produkcji wojennych, w dodatku w pewnym stopniu w swoim gatunku oryginalna. Może trochę nużyć przy spędzaniu przy niej dłuższego czasu, ale idealnie nadaje się do uruchomienia jej sobie wieczorem i wykonania jednej misji bądź tylko połowy tak po prostu, żeby się rozerwać i poczuć jak Wasilij Zajcew, a właściwie Jude law, we Wrogu u bram.


1 comment

Leave a comment