Darkest Dungeon, czyli zapraszamy na wycieczkę po ciemnych lochach

„Darkest Dungeon” niby jeszcze nie zadebiutowało w całej swej okazałości (nastąpi to w październiku bieżącego roku), ale entuzjastów wstępnej wersji dostępnej na Steamie nie brakuje, jest bowiem nie tylko w co zagrać, lecz również na co popatrzeć – ponura oprawa wizualna nadaje grze niesamowitego klimatu. Obok produkcji studia Red Hook nie można przejść obojętnie, mamy bowiem do czynienia z jedną z najoryginalniejszych pozycji roku i zaraz postaramy się odpowiedzieć Wam, dlaczego tak jest.

„Darkest Dungeon” to tylko z pozoru jeden z wielu pojawiających się na rynku erpegów – kluczem do sukcesy tytułu jest rola, jaką mają znaczenie w rozgrywce stany psychiczne sterowanych przez nas bohaterów. Oprócz tego w świecie stworzonym przez ekipę Red Hook napotkamy na walki oparte na systemie turowym, przerażające i wciągające lochy w oprawie wizualnej 2D i mnóstwo świetnie spędzonych godzin przed monitorem komputera. To jednak dopiero kilka słów wstępów, skierujmy się więc w głębiny strachy, w jakie zabiera użytkowników ze sobą „Darkest  Dungeon” ze swoimi mrocznymi lochami, gdzie wysiądzie niejedna psychika.

 

Akcja „Darkest Dungeon” rozgrywa się w bliżej nieokreślonych czasach przypominających średniowiecze i w bliżej nieokreślonym miejscu w równie bliżej nieokreślonym świecie fantasy, w którym trafiamy do ponurych, rozbudowanych lochów, przez jakie przyjdzie nam przebrnąć podczas kampanii. Oczywiście, nad czeluściami mroku sprawuje władzę jakieś demoniczne siły ciemności oraz poznamy sekrety i przeszłość eksplorowanej lokacji.

Gra przede wszystkim sprowadza się do eksploracji podziemi i radzenia sobie z mnóstwem maszkar i pułapek. Stan psychiczny dowodzonej przez nas drużyny wpływa na nasz gamingowy los, dlatego musimy skupić się nie na ekwipunku, lecz na emocjach. Na jaw wyjdą wszystkie stresy, fobie, traumatyczne przeżycia – Freud z pewnością miałby niezłą zabawę, grając w „Darkest Dungeon”. Do tego śmierć bohaterów jak w prawdziwym życiu jest ostateczna i nieodwracalna. To, co się zdarzyło, się już nie odstanie i jeżeli nasz włóczykij natknie się na zwłoki poczuje się kiepsko, ale z kolei krzyżowiec aż będzie pchał się do walki po takim okrutnym widoku. Reakcje psychiczne bohaterów są bowiem zróżnicowane i starannie dobrane do charakteru danej postaci. Ich stan możemy nieco poprawić pozwalając im na rozerwanie poprzez picie alkoholu czy wdawanie się w bójki w pobliskim miasteczku.

 

„Darkest Dungeon” to zarazem produkcja typu roguelike (w spolszczeniu rogalik), czyli zawartość danych plansz (w tym wypadku kolejnych partii lochów) jest każdorazowo losowo generowana, nigdy więc nie powinna się nam powtórzyć druga taka sama przygoda. Inaczej ma się sprawa z klasami bohaterów – chociaż są same w sobie niepowtarzalne, trudno by było, gdyby się nie powtarzały, a że rozgrywka przede wszystkim zasadza się na nich, ich stanie psychicznym i ogólnych predyspozycjach, przyjrzyjmy się niektórym postaciom bliżej.

 

Znajdziemy wśród nich m.in. osobnika zwanego Bounty Hunter. Jak sama nazwa wskazuje będzie ważnym zawodnikiem na polu walki – kontroluje to, co się na nim dzieje, i zadaje obrażenia. Niestety nie jest najlepszym tankiem, ponieważ posiada dosyć niską odporność. Inny przykład klasy to Crusader – Krzyżowiec i ten z kolei jest jednym z najlepszych tanków w “Darkest Dungeon” dzięki świetnemu pancerzowi i dobrej odporności na obrażenia, zaś Grave Robber to ktoś w rodzaju łotrzyka, który chociaż jest jedną z najsłabszych klas na niższych poziomach, z czasem może zacząć pełnić rolę unikatowego tanka. Wreszcie niejaki Hellion zafunduje nam barbarzyńskie, agresywne ataki, a Occultist będzie naszym magiem. Najlepiej jednak poznać tę szeroką gamę kreatur osobiście, uruchamiają „Darkest Dungeon” na własnym komputerze, a do tego potrzebujemy naprawdę niewiele, ponieważ tylko:

  • Systemu operacyjnego Windows 7 lub lepszego
  • 2 GB pamięci RAM
  • Karty graficznej Open GL 3.2+ Compliant
  • 900 MB wolnego miejsca na dysku twardym
  • 1080p i ekranu 16:9

Z kolei rekomendowane wymagania sprzętowe prezentują się następująco (różnią się w zasadzie tylko ilością pamięci RAM):

  • System operacyjny Windows 7 lub lepszy
  • 4 GB pamięci RAM
  • Karta graficzna Open GL 3.2+ Compliant
  • 900 MB wolnego miejsca na dysku twardym
  • 1080p i ekranu 16:9

 

Przez całą rozgrywkę towarzyszy nam klimatyczna, emocjonująca i zarazem patetyczna, zwłaszcza przy okazji walk, muzyka oraz świetne efekty dźwiękowe sprawiają, że naprawdę mamy wrażenie, że znajdujemy się w lochach i narrator o mrocznym głosie. Trzeba przyznać, że „Darkest Dungeon” stylu nie brakuje – przede wszystkim rzuca się w oczy komiksowa i ponura oprawa graficzna nieco przypominająca tę z „Wilka pośród nas” od Telltale Games ze względu na grubą kreskę i sporą dawkę czerni. Musimy się jednak przygotować na to, że przemierzając lochy częściej niż eksplorować i badać ich zawartość będziemy rozgrywać pojedynki. Na szczęście twórcy przygotowali dla nas ciekawy turowy system walki – każdy bohater posiada specjalnie umiejętności, jednak niektóre z nich może wykorzystać wyłącznie w danej pozycji w szeregu, dlatego trzeba starannie dostosowywać i przemyśliwać ustawienia drużyny w trakcie potyczek. Dobra taktyka jest tu kluczem do sukcesu, który na początku nie będzie trudny do osiągnięcia, ale w miarę upływu rozgrywki sytuacja będzie ulegać zmianie.

Wreszcie „Darkest Dungeon” to produkcja niezależna i jak na indie trzeba podkreślić, naprawdę imponująca. Myślę, że powinna znaleźć się w szeregu najlepszych indyków roku, chociaż swoją monotonią walki może trochę znużyć, a ponury klimat gry może trochę zmęczyć. Mimo wszystko najważniejszym elementem rzucającym się w oczy bardziej niż grafika jest wpływ emocji i stanu psychicznego postaci na ich zdolności na polu walki. Autorzy pomysł mieli świetny i całkiem dobrze udało im się go zrealizować, chociaż nie zabraknie i takich, którzy będą się mieli do czego przyczepić. Zdecydowanie jest to najciekawsze urozmaicenie erpaga w ostatnich latach, przynajmniej na rynku produkcji niezależnych, dlatego tym bardziej warto sprawdzić to na własnej skórze, przynajmniej na kilku planszach.

 


Leave a comment