Papers, Please – What is the purpose of your trip?

Są takie gry, od informacji o których Internet nie pęka w szwach, na które trudno trafić, a i niekiedy w ogóle się do nich przekonać, lecz później ku zaskoczeniu wielu okazują się one dziełami sztuki wirtualnego świata i korona temu, kto później potrafi się od nich oderwać od razu. Właśnie jednym z tego typu projektów jest Papers, Please – koncepcja niezwykle prosta a jednocześnie oryginalna. Wcielamy się w rolę strażnika na granicy i naszym zadaniem jest w miarę skrupulatne sprawdzanie dokumentów szczęściarzy z przerażająco długiej kolejki, którym uda się dostać do budki dróżniczej. Gra Lucasa Pope`a nie jest jednak zwykłym symulatorem rutyny pracownika straży granicznej, lecz niewiarygodnie wciągającą rozgrywką w iście orwellowskim klimacie.

W rzeczywistości takie zajęcie pewnie i jest nudne, lecz nie w ogarniętej atmosferą grozy, totalitarnej Arstotzce. Czasy są ciężkie, dostanie się do kraju niemal graniczy z cudem, a my jesteśmy biednym dróżnikiem, mającym na utrzymaniu rozchorowaną i głodną rodzinę. Nie ma pieniędzy na czynsz, na lekarstwa, ogrzewanie czy jedzenie. Lądujemy w budce, przychodzą do nas rozmaici, podejrzani mniej lub bardziej petenci i tylko od nas zależy, czy do końca zmiany zarobimy wystarczającą sumę, by nasze dziecko przeżyło jeszcze jedną noc, i to my decydujemy, czy przepuścimy do Arstotzki ojca, który nie widział swojego syna od sześciu lat lub żonę, właśnie wiozącą leki dla męża. Żeby nie było tak łatwo, nie chwytała nas za serce historia każdej postaci lub kusząca ignorancja w kwestii weryfikowania danych w paszportach, wizach i całej masie innych, cudacznych dokumentów, o jakich istnieniu pewnie nie mieliśmy dotychczas pojęcia, w rozgrywce fabularnej w ciągu dnia możemy pomylić się, mniej lub bardziej świadomie, zaledwie trzy razy. Każdy następny skutkuje potrąceniem z pensji aż 5$. W dodatku przy zbyt częstych błędach i rosnącym zadłużeniu musimy liczyć się tym, że prędzej czy później stróże prawa upomną się o nas i wylądujemy w więzieniu.

W trybie fabularnym musimy przepracować trzydzieści sześć dni i zadbać przy tym, by cała nasza rodzinka nie pomarła i by nie zostać aresztowanym, jeśli nie idzie nam zbyt dobrze bądź zaczynamy współpracować na przykład z terrorystami. Odwiedzają nas bowiem zamaskowani osobnicy, podający nam przez szybę tajemnicze zaszyfrowane ulotki. W zamian za przepuszczenie pewnych nazwisk na naszym koncie pojawi się dodatkowe tysiąc dolarów. Trzeba tylko uważać, aby nie wpakować się w kłopoty. Pojawią się również akcenty humorystyczne – chociażby pewien Jorji Costava z paszportem nieistniejącego państwa i wielkim pragnieniem przedostania się na drugą stronę. Z kolei w drugim trybie, już bez bliskich na karku, pracujemy po prostu do pierwszej pomyłki – bez względu na to, czy będzie to przeoczenie przedawnienia terminu ważności dokumentów czy terrorysta z materiałem wybuchowym, omyłka jednoznacznie kończy grę. Pierwszy typ wydaje się przy nim o wiele ciekawszy.

Papers please img

Pozorna prostota rozgrywki i mrocznej grafiki, wbrew temu, co wydaje się na pierwszy rzut oka, okazują się głównymi atutami Papers, Please. W dodatku wszystko w niej, począwszy właśnie od oprawy graficznej aż po muzykę, zostało stworzone przez jednego człowieka, multiinstrumentalistę w branży – Lucasa Pope`a. Na szczególną uwagę zasługuje jego muzyka – magiczne, z lekka elektroniczne, groteskowe, ironicznie podniosłe kompozycje urzekają.

Nie wiem, czy spopularyzowani w podręcznikach bożyszcze totalitaryzmu spodziewali się, że w XXI wieku ich dzieło będzie tematem pociągającym nie tylko historyków i politologów, dobrym trafem czasem nie lądujących za ladą pobliskiej budki z kebabem, ale i nie tyle przeciętnego, co świadomego gracza. W Internecie łatwo natrafić na niezliczoną ilość komentarzy zaskoczonych geeków, nie spodziewających się, że coś, wydające się tak banalnym pomysłem, okaże się fantastyczną zabawą na parę godzin lub, lepiej to ujmując, tak fascynującym doświadczeniem. W dobie coraz to cudaczniejszych tytułów, coraz bardziej rozbudowanych, skomplikowanych, z grafiką oszołamiająco przypominającą rzeczywistość, Papers, Please wcale nie musi chować się pod zakurzony dywan. To nie tylko alternatywa dla tych, którzy współczesnymi propozycjami zaczynają być znudzeni, ponieważ gra to po prostu wyjątkowy majstersztyk, z jakim rzadko ma się do czynienia.

Nie chodzi tu jedynie o wczucie się w postać kontrolera na granicy i bicie pieczątek, choć to już samo w sobie jest całkiem przyjemne i interesujące, jeśli nie musimy tego robić codziennie przez osiem czy dwanaście godzin i nie ciąży na nas odpowiedzialność za przepuszczone przez bramkę potencjalnego mordercy, ale o unoszący się w powietrzu klimat grozy totalitaryzmu i poczucie wpływu na losy fabularne kompletnie obcych nam postaci, z których życiorysami stykamy się jedynie na kilka minut w przygranicznej budce.

Lucas Pope stworzył wcześniej m.in. dwie inne, niekomercyjne pozycje dostępne online: The Republia Times i 6 Degrees of Sabotage. W pierwszej redagujemy codzienną gazetę decydując, co znajdzie się na stronie tytułowej, w drugiej na podstawie obserwacji musimy zlikwidować uprzednio namierzonych kolaborantów. Nie są to tak rozbudowane i dobre tytuły jak Papers, Please, lecz warto im poświęcić kilka minut. Wystarczy zajrzeć na http://dukope.com/

Zachęcamy również do obejrzenia filmiku z gry.


1 comment

Leave a comment