Muzyczna biblioteka gracza (epizod 4)

Najwyższa pora już po raz czwarty zaprezentować Wam krótkie zestawienie subiektywnie najlepszych i najbardziej intrygujących ścieżek dźwiękowych pochodzących z gier komputerowych. Są to soundtracki, które warto odpalić nawet po skończeniu kilkugodzinnej rozgrywki, ponieważ poza budowaniem niepowtarzalnego klimatu w wirtualnym świecie, najzwyczajniej cieszą ucho. Tym razem wśród proponowanych pozycji znalazły się aż cztery prosto z polskich produkcji, choć niekoniecznie w całości przez naszych rodzimych kompozytorów stworzone. Dzisiaj głównie muzyka instrumentalna, ale nie oznacza to, że nie udało nam się przemycić i jakichś piosenek, dlatego, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, włącznie głośniki bądź załóżcie słuchawki i posłuchajcie sami.

„Wiedźmin 3: Dziki Gon”, czyli po ludowemu i z przytupem

Kilkakrotnie opóźniana premiera „Dzikiego Gonu” dopiero 19 maja, więc poczekamy jeszcze miesiąc, ale już teraz możemy zapoznać się z oprawą muzyczną, jaka będzie nam towarzyszyła podczas eksploracji otwartego świata przez unikatowego Geralta i trzeba przyznać, że brzmi ona naprawdę świetnie. To mieszanka folkowych, ludowych rytmów tchnących słowiańszczyzną, celtami, Skandynawią, nieco średniowieczem czy nawet orientem i wzbogaconych odrobiną elektroniki. Bez wątpienia będzie nadawać się nie tylko do klimatycznej gry CD Projekt RED, lecz również do słuchania wieczorami czy w autobusie, a kobiece wokale powinny przypaść do gustu nie tylko wielbicielom Donatana. Ścieżka zapowiada się na dosyć zróżnicowaną – będą zarówno momenty bardziej sielskie, jak i te trzymające w napięciu.

Za muzykę w trzeciej odsłonie przygód Wiedźmina odpowiadają Marcin Przybyłowicz (główny kompozytor projektu), Mikołaj Stroiński oraz Gene Rozenberg. Do współpracy nad soundtrackiem zaproszono również polski zespół folkowo-metalowy Percival, specjalizujący się w muzyce wykonywanej na instrumentach już dzisiaj nieobecnych w studiach nagrań. W „Wiedźminie 3” usłyszymy m.in. lirę bizantyjską, lutnię długoszyjkową czy davul. Większość zapewne nie ma pojęcia, czym są te instrumenty, ale wystarczy wiedzieć, że pierwsze dwa to twory podobne do dzisiejszej gitary, a trzeci przedmiot to rodzaj bębna. Można powiedzieć, że artyści z Percival doczekali się swojego małego marzenia, ponieważ nawet nazwa zespołu nawiązuje do postaci gnoma pojawiającego się w książkach Andrzeja Sapkowskiego.

Tematem przewodnim trójki wybrano jednak dobrze znaną wielbicielom serii melodię z jedynki. Pomysł ten ma podkreślać zwieńczenie sagi i jej spójność.

„Wiedźmin 2: Zabójcy Królów”, czyli folk i guitarra

Chociaż wydaje się, że to, co przygotowano dla nas w trójce, okaże się najlepszą ścieżką serii, to nie można zapomnieć o muzyce z poprzednich odsłon, również wyróżniającej się na tle opraw audio innych produkcji fantasy. Posłuchajcie np. poniższego tematu z „Wiedźmina 2: Zabójcy Królów” – nosi tytuł „The Wild Hunt”, który zapewne kojarzyć będziecie częściej z trzecią częścią gry niż z tą melodią. W soundtracku z dwójki pojawia się również sporo innych gitarowych motywów metalowo-rockowych, niekiedy całkiem ostrych, przeplatających się z bardziej klasycznymi kompozycjami na skrzypcach czy wiolonczeli. Jedno jest pewne – dobre połączenie tematów ze wszystkich części serii CD Projekt RED to świetny patent na wieczorną playlistę.

“Dying Light” i elektryzujące rytmy

Jak już wspominaliśmy, tym razem “Wiedźmin” nie będzie jedynym polskim akcentem w zestawieniu.  Z końcem stycznia zadebiutował na rynku survival horror z zombiakami „Dying Light” spod szyldu Techlandu, który dał się nam poznać m.in. z hitu „Dead Island”, traktującego o poczwarach tej samej materii. Jednak to właśnie „Dying Light” trafiło na szczyty światowych bestsellerów i cały czas od kilku miesięcy cieszy się dużym zainteresowaniem graczy z najrozmaitszych zakątków kuli ziemskiej. Także tu nie sposób pominąć elektronicznej, tajemniczej i mrocznej ścieżki dźwiękowej, elektryzującej nas już od samego menu głównego. Nad kompozycjami czuwał Paweł Błaszczak, który w ścieżce dźwiękowej chciał oddać rytm biegu, będącego kluczowym elementem gameplayu oraz to, że znajdujemy się w mieście opanowanym przez umarłe dusze, stąd odczucia w muzyce głębi pustki, równiny, bezkresu dzięki zastosowaniu ciągłych dźwięków. Właśnie pustka jest tym, co często gracze czują w pierwszej kolejności, a w połączeniu z wizualnie orientalnym Harran efekt ten bywa naprawdę imponujący.

Soundtrack jest energetyczny, rytmiczny i idealnie wpasowuje się w grę, trochę aż za bardzo, przez co tracić może na uwadze odbiorcy. Jeżeli chcecie nie tylko posłuchać muzyki z “Dying Light”, ale dowiedzieć się również czegoś o jej powstawaniu jej, obejrzyjcie odcinek dziennika deweloperskiemu poświęcony tej warstwie projektu.

“This War of Mine” – smutne, ale piękne

Ostatnim dzisiaj polskim tytułem o ciekawej warstwie muzycznej i jednocześnie kolejnym naszym ewenementem w branży elektronicznej rozgrywki na skalę światową jest „This War of Mine”, które choć zadebiutowało jeszcze w ubiegłym roku, to stale jest udoskonalane i rozwijane, dlatego jeśli zdążyliście już wcześniej zagrać, warto powrócić, by sprawdzić, jakie nowości pojawiły się w rozgrywce. Wróćmy jednak do samej muzyki, bo jest tu, o czym opowiadać. Znajdziemy w niej kompozycje Piotra musiała i partie gitarowe autorstwa Grzegorza Mazura, które słyszymy podczas rozgrywki, kiedy uda nam się namówić podopiecznych do chwili pokrzepienia przy wygrywaniu melodii na sześciu strunach. Mi najbardziej podobają się utwory „Some Place We Called Home” oraz „No Good Choice”, ale warto przyjrzeć się całej ścieżce.

Każdy posiadacz gry może zupełnie za darmo pobrać soundtrack z serwisu Steam.

Cool Kids of Death i “Zegarmistrz świata” w “This War of Mine”

Trudno się pohamować, by nie wspomnieć o radiu, będącym pomimo swej niepozorności jednym z najbardziej intrygujących elementów rozgrywki – dzięki niemu możemy zapuścić w tle m.in. muzykę klasyczną czy piosenki polskiej kapeli Cool Kids of Death. Niestety są to tylko trzy piosenki: „Człowiek mucha”, „A może tak” i „Uważaj”. Trzeba przyznać, że ulokowanie tych utworów w grze było dobrym pomysłem, muzyka CKoD pasuje tam idealnie, a i pewnie niejeden przed kilkoma latami zachwycał się tym zespołem. Mam wrażenie, że ich płyty nigdy się nie nudzą nawet po wielokrotnym przesłuchaniu, podobnie zresztą jak „Zegarmistrz świata” Tadeusza Woźniaka, którego podczas oglądania traileru „This War of Mine” słuchał cały świat.

Jeśli chodzi o klasykę, w radio usłyszmy znanych kompozytorów – wśród nich Czajkowski, Bach, Nigel Kennedy czy Jacqueline Mary du Pré.

“Binding of Isaac: Rebirth” – klimatycznie i z gęsią skórką

Mroczną i tajemniczą nazwać można również muzykę w historii chłopca o nie bez powodu biblijnym imieniu Isaac. Kompozycje wydają się proste, ale urzekają i potrafią nas nieźle wystraszyć albo zaskoczyć podczas rozgrywki. Pojawiają się zarówno subtelne melodie na pianinie, jak i elektroniczne z gitarami, w warstwie dźwiękowej nie jest więc nudno, w fabularnej i gameplayowej też nie. Najlepiej jednak najpierw zagrać, a potem posłuchać.

 “Divinity: Grzech Pierworodny” – folkowo i brutalnie pięknie

O niezwykłości soundtracku w “Divinity” powiedziano już wiele, ale jeszcze nie tutaj. W oprawie dźwiękowej erpega pojawiają się zarówno perełki kompozycyjne, jak i bardziej monotonne tematy, ale świetnie współgrające z tym, co rozgrywa się na ekranie podczas zabawy. Koniecznie zwróćcie uwagę na „Mysterious Guest”, „Bittersweet Regrets” czy „Dance of Death” – są to chyba najlepsze motywy muzyczne w grze. Mamy tu do czynienia z równie udaną ścieżką dźwiękową w produkcji fantasy jak w przypadku tej wiedźminowskiej. Czerpie ona z folku czy delikatnych akustycznych melodii gitarowych, ale przy tym pozostaje oryginalna i niesamowicie klimatyczna. Niemożliwym jest, by nie przykuła naszej uwagi w trakcie gameplaya.

 “Ori and the Blind Forest” – jak z baśniowego filmu

Na koniec “Ori and the Blind Forest”, czyli projekt indie zachwycający nas od marca. Niby to zwykła platformówka (w dodatku trudna!), ale wstawiona w robiący niesamowite wrażenie wizualne świat 2,5D okraszony niezwykłą oprawą muzyczną – instrumentalną z jednej strony relaksującą i po prostu ładną, z drugiej bardziej wzniosłą, dynamiczną i rozbudzającą. Przypomina to trochę to, co możemy usłyszeć w kinowych przebojach z muzyką filmową na najwyższym poziomie. Na pewno po kilku godzinach gry nie zapomnicie o tym, czym uraczyła nasze uszy ekipa ze studia Moon. Kliknijcie koniecznie w „Breaking Through the Trap”!


Leave a comment